strona główna
kontakt
aktualności
horoskopy
częste pytania
 
prognozy
wydarzenia
ludzie i instytucje
teorie astro
grafiki
refleksje
zegar
 
lista artykułów
linki
księga gości

 

 



teorie astro

W dziale TEORIA znajdują się artykuły opisujące techniki i symbole astrologiczne

 

Aktualne motto: Nic nie jest pewne, ale trzeba zrobić wszystko, aby się upewnić.
 

2012-06-14 Lison Maciej
Siła i honor. Znak Barana w filmie Gladiator

W literaturze i filmie występują barwne postaci, które odpowiadają astrologicznym typom. Gdy ci bohaterzy stają się popularni, mogą być wskazywani jako przykłady.                      

 

Astrologia jako wiedza w znacznej mierze symboliczna jest dziedziną, w której, nawet po wielu latach studiowania, istnieje potrzeba wracania do podstaw. W miarę bowiem jej zgłębiania, podstawy te nabierają nowego, bogatszego sensu. Symbole bowiem (nie tylko zresztą astrologiczne) są elementami dynamicznymi, które nie tyle zmieniają swoje znaczenie, co raczej je wzbogacają. Wydaje się, że na temat Zodiaku i związanych z nim dwunastu podstawowych archetypów niewiele odkrywczego można już powiedzieć. Symbole zodiakalne zyskują nowe znaczenia, np. w kontekście rozwoju cywilizacji, nauki czy kultury, wszakże wiedza o nich wydaje się być już dość dobrze opisana. Ujęcie znaków Zodiaku jako nie tyle kategoryzacji (archetypowej) pewnych postaw psychologicznych i społecznych, lecz jako faz rozwoju związanych z cyklicznością większości procesów jest dość powszechnie w astrologii znane i wykorzystywane, chociażby w indywidualnych interpretacjach kosmogramów. Dla początkujących i średnio zaawansowanych adeptów astrologii, jeszcze nie zdeprawowanych jarmarczną twórczością gazetową (horoskopy dla znaków Zodiaku i tym podobne bzdury), ale odrobinę tkwiących w statycznym sposobie postrzegania Zodiaku (większość podręczników taki obraz preferuje do dziś), ujęcie tegoż Zodiaku jako opisu istoty procesów cyklicznych wciąż czyni zaskakującym, pomimo że pozwala na jeszcze wnikliwsze zrozumienie tego, co wydawałoby się dobrze już poznali.

Dynamiczny Zodiak, który według mnie, stanowi najważniejszy, choć nie jedyny, wkład jego twórcy, Leszka Weresa, do współczesnej astrologii, oferuje jej miłośnikom kompletnie nowy wymiar pojmowania nie tyle symboli zodiakalnych, co struktury Zodiaku jako całości. Na podstawie Dynamicznego Zodiaku można opisywać takie podstawowe pojęcia jak „szczęście”, „miłość”, „wartość” oraz wiele innych. Ujęcie owych podstawowych pojęć we wspomnianym systemie pozwala na głębokie wniknięcie w ich istotę, co jeszcze wyraźniej ukazuje, jak prymitywne jest ich stereotypowe postrzeganie. Dynamiczny Zodiak charakteryzuje nie tyle same opisywane wyżej pojęcia, lecz, co ważniejsze, relacje między nimi –  i to na wszelkich możliwych poziomach interpretacji. I tak powiązanie dynamicznego ujęcia pojęć „miłość” (Ryby) i „partnerstwo” (Waga) powinno być prezentowane na każdym kursie przedmałżeńskim, co pozwoliło by na uniknięcie wielu problemów we współżyciu tych dwóch biegunów gatunku homo sapiens. Oczywiście, prawdziwa siła omawianego systemu objawia się później w interpretacji konkretnych kosmogramów, gdzie – jak mawiał Leszek Weres „Zodiak w ujęciu dynamicznym stanowi arenę dla rozgrywek energii planetarnych”. Dynamiczny Zodiak wyraźnie wykracza poza ramy astrologii. Jest właściwie swego rodzaju teorią psychologiczną i socjologiczną, do której zrozumienia i przede wszystkich stosowania nie jest potrzebna „wiara” w to, że „planety wpływają na życie człowieka”.

Z drugiej strony, astrologia humanistyczna lub też – szerzej i nowocześniej –  kosmoekologia kultury czerpie głęboko z literatury, sztuki oraz muzyki, próbując odnaleźć w nich archetypowe odzwierciedlenia zodiakalnych symboli. Pozwala to na lepsze ich zrozumienie, które nie jest oparte na zwykłym opisie, definicji czy zbiorze wyszukanych przymiotników, ale na całych archetypowych zdarzeniach i fabułach, które umożliwiają odbiór archetypu na różnych poziomach percepcji. Z racji tego, że we współczesnym świecie młodzież i dorośli unikają książek jak ognia, przykłady zaczerpnięte z literatury (nie licząc obowiązkowych lektur) pozostają często nieznane. Tym więc zainteresowanym astrologią, którzy preferują siedzenie bądź leżenie (niepotrzebne skreślić) przed telewizorem lub wielkim ekranem z wiaderkiem najbardziej popularnej „zbożowej karmy” rodzaju ludzkiego (popcorn), współczesna kinematografia proponuje przykłady filmowe stanowiące podstawę do rozważań astrologicznych. I nie są to bądź co bądź nudne dzieła kina światowego królujące w tworzonych przez krytyków i znawców rankingach typu top ten lub the best of. Pięknymi przykładami filmów, do których odwołuje się Leszek Weres w trakcie swoich zajęć, są: „Tańczący z Wilkami” w reżyserii Kevina Costnera (główny bohater, porucznik Dunbar, przechodzi archetypowo przez wszystkie fazy zodiakalnego rozwoju), „Dwunastu gniewnych” Sidneya Lumeta, „Dzień Świstaka” Harolda Ramisa i wiele, wiele innych. Zainteresowanych odsyłam na razie do eseju Leszka Weresa „Jak tańczył z Zodiakiem Tańczący z Wilkami”, opublikowanego w pierwszym tomie „Nieznanego świata astrologii” (Łódź, 1994).

„Siła i honor”

We współczesnej kinematografii archetyp Barana można odnaleźć bez większego trudu. W większości popularnych kinowych przebojów na każdym kroku z ekranu wylewają się  hektolitry krwi, bowiem przemoc to podstawowy sposób rozwiązywania problemów przez superbohaterów wyposażonych nie tylko w nadmiernie rozbudowane mięśnie, lecz także w przeróżne urządzenia pozwalające zabijać bliźniego pojedynczo lub na masową skalę – zawsze w imię dobra ludzkości. Jest to zrozumiałe, gdyż w końcu znajdują się oni w pierwszej fazie Zodiaku, w której to elementy współpracy (Waga), a tym bardziej empatii (Ryby) są im jeszcze obce. Niestety przemoc to także podstawowy sposób radzenia sobie z problemami przez ludzkość na przestrzeni dziejów. Jest to sposób polegający nie na rozwiązywaniu tych problemów czy dojściu do kompromisu, lecz na eliminacji oponenta. Ale oprócz agresji, niecierpliwości, egoizmu, impulsywności i braku subtelności archetyp Barana kryje w sobie również takie cechy, jak odwaga, zdecydowanie, szybkość, aktywność, szczerość intencji, inicjatywa, inspiracja oraz entuzjazm. W końcu nasz bohater (nawet ten upuszczający krwi tym „złym” i „niedobrym”) pozostaje zwykle tym jedynym sprawiedliwym, który sprawiedliwość tę rozumie, choć oczywiście na swoim poziomie (Baran jest przecież w trygonie do Strzelca). My też musimy owym bohaterom wybaczyć prostotę rozumowania, w tym (zbyt) szybkie wyciąganie wniosków, a co za tym idzie ich ulubione, podejmowanie natychmiastowego działania.

Dynamiczny Zodiak pozwala nam dokładniej zrozumieć każdą fazę rozwoju. Baran funkcjonuje pomiędzy Rybami i Bykiem, które będąc mu najbliższe (każdy Baran był przecież Rybą i będzie w przyszłości Bykiem) szczegółowo go opisują. Ponieważ za plecami Barana znajduje się XII sektor („dom” – w starej nomenklaturze) odpowiadający fazie Ryb, można powiedzieć, że Ryby są Rybami Barana, a Byk, jako II sektor, jego Bykiem. Wydaje się to oczywiste, ale tylko dla wspomnianej pierwszej archetypowej fazy. Przykładowo dla fazy Wodnika XII sektorem (Rybami) jest Koziorożec (nic dla Wodnika gorszego niż narzucona mu struktura, a tradycyjnie XII sektor to m.in. sektor zagrożeń), natomiast II sektor (Byk) stanowią Ryby (system wartości Wodnika oparty jest w końcu na ideałach i iluzjach). Tę na pozór skomplikowaną ekwilibrystykę werbalno-zodiakalną (która w swej istocie prezentuje dość proste reguły) możemy szybko potwierdzić, przytaczając kilka przykładów. W kontekście archetypowych bohaterów mówi ona, że niezależnie od tego, jaki archetyp prezentuje dany bohater, jego system wartości (II sektor) zawsze go wyprzedza, a co za tym idzie, zwykle przerasta. System ten jest czymś, do czego bohater dąży, lecz czego jeszcze nie rozumie i czymś, do czego dopiero dojrzewa. Próbuje on ów system wartości wprowadzać w życie, ale czyni to środkami charakterystycznymi dla fazy rozwoju, w której aktualnie egzystuje. Po części staje się więc ofiarą owego systemu (jest jego XII sektorem), ponieważ środki, które wybiera do realizacji celu kompletnie się do tego nie nadają. Wprawdzie na początku pobytu w swojej fazie nie bardzo go to interesuje, im bliżej jednak jej końca, tym coraz mocniej zaczyna dostrzegać (czytaj: martwi się w fazie Raka, irytuje w fazie Panny, „wkurza” w fazie Skorpiona itp.), że nie osiąga tego, czego istotnie pragnie. I gdy to martwienie się, irytacja lub „wkurzenie” osiągają pewien punkt krytyczny, nasz zawodnik przeskakuje w zodiakalnym maratonie do następnej archetypowej fazy. Również jego system wartości „przeskakuje” dalej. Rzec można, iż jest to swoiste koło napędowe rozwoju. Brzmi to jak buddyjska zasada, która mówi, że najważniejszy nie jest cel, lecz droga do niego. Lub prościej: najlepsza zabawa polega na gonieniu zajączka, a nie na jego złapaniu. I tak właśnie Wodnik wprowadza w życie rybie w swej naturze ideały uszczęśliwiania całej ludzkości. Intencja dobra, jednak realizowana jest za pomocą środków technicznych, wynalazków lub propagując rewolucyjne (często „śmiercionośnie”) idee, przy czym nie rozumie, że człowiekowi do szczęścia potrzeba po prostu miłości i empatii (Ryby).

Przy podejmowaniu prób archetypowego ujęcia fabuły rzeczą istotną jest odróżnienie faz rozwoju głównego bohatera lub bohaterki (sektorów), czyli procesu nabywania doświadczeń (zwykle bohater przechodzi w ramach akcji przez wszystkie fazy), od jego archetypowego sposobu zachowania (znaku), który także podlega zmianom zgodnie z zodiakalnym cyklem. Wielu bohaterów filmowych w trakcie całego dzieła uosabia konkretny jeden archetyp, przechodząc jednak w swym ekranowym lub książkowym życiu przez wszystkie fazy doświadczeń. Dla nas istotny jest przede wszystkim II sektor będący odzwierciedleniem systemu wartości oraz stosunku jaki ma do niego dana postać. Nawet tak popularny i klasyczny (czytaj: archetypowy) bohater jak Hamlet, który niewątpliwie znajduje się w fazie Ryb, marzy (ale tylko marzy), żeby coś rzeczywiście zdziałać (Baran). Niestety nie wie, czego tak naprawdę chciałby dokonać. W swoim najsłynniejszym monologu:

Być czy też nie być? Oto jest pytanie!
Czy jest szlachetniej cicho znosić w duchu
Ciosy i strzały zaciekłego losu,
Czy porwać oręż przeciwko otchłani
Cierpień i walczyć? Umrzeć – zasnąć -
I nic?
* [fragment „Hamleta” w tłumaczeniu Jarosława Iwaszkiewicza]

zastanawia się, czy by czasem nie pomachać szabelką i zaistnieć bardziej realnie. Zbyt mocno wszakże tkwi jeszcze w Rybach i na swój sposób wybiera sen – sen wieczny.

W klasycznym, według mnie nieco przecenianym, przeboju kinowym „Matrix” bohater budzi się z odmętów nieświadomego, wirtualnego snu (faza Ryb) do życia (symboliczne przejście Ascendentu) i pierwsze, czego się uczy, to sztuki walki (Baran). Przechodzi przez pełny cykl rozwoju (choć tutaj bardziej jako Wodnik), by „wylądować” z powrotem w świecie wirtualnym, tyle że już z pełną świadomością jego istnienia i pełną świadomością tego, kim naprawdę jest. Przed przebudzeniem takiego rozgraniczenia między nim a światem nie było. Akceptował on ów świat i świat akceptował jego. Po przebudzeniu natomiast ważniejsze stało się rozróżnienie: kim jestem ja, a czym jest świat. I ponowne wejście w integrację (Ryby), ale już na wyższym poziomie rozwoju.

Inny bohater, który żyje w sztucznie wykreowanej rzeczywistości, to bohater filmu „Truman Show”. I o ile matriksowy Neo już na początku filmu budzi się z rybiego snu, o tyle Truman przez większość czasu, w którym możemy go obserwować, śni, choć ma przeczucie fałszywej realności świata. W końcu się budzi, jednak reżyser nie pozwala nam jednak dowiedzieć się, jak bohater da sobie radę w nowej sytuacji. Czy jako jeszcze niedoświadczony Baran, wychodząc z wirtualnego świata, nie wpadnie czasem pod przejeżdżający samochód i tym samym dramatycznie zamknie swój cykl doświadczeń? W końcu kierując się starymi zasadami, którymi kierować już mu się nie wolno, które są dla niego zagrożeniem, a które nauczyły go (podświadomie), że cały ruch uliczny jest dostosowany do niego, w rzeczywistym świecie nie miałby szans. Życzmy na razie Trumanowi szczęścia w jego zmaganiach ze zmieniającym się ruchem ulicznym i wierzmy, że w starciu z nim wykorzysta raczej odwagę, zdecydowanie, szybkość i aktywność niż agresję, której zastosowanie w kontakcie z prawdziwymi już metalowym potworami doprowadziłoby niechybnie do tragedii.

Hamlet, Truman i Neo (ten ostatni oczywiście w najmniejszym stopniu) funkcjonują jednakowoż mniej lub bardziej na granicy fazy Ryb i fazy Barana. Jeżeli działanie opiera się na iluzjach wyniesionych z fazy Ryb, to jest ono swoistym „machaniem rękami w powietrzu”, jeśli zaś wynika z potrzeby odnalezienia i zrozumienia siebie oraz tego, kim się jest, wówczas podjęte działania są naznaczone własną, niepowtarzalną i nieskrępowaną wolą. W fazie Ryb zatracamy siebie, oddając się bez reszty innym i światu, poświęcając się, cierpiąc. Z kolei gdy jesteśmy ofiarami, „wymieniamy” siebie na ideały, bo chcemy wiedzieć, kim jesteśmy (jaka jest nasza rola), zarazem nie rozumiemy (w końcu faza Barana dopiero przed nami), że dążąc do samopoznania należy skonfrontować siebie, swoje działania ze światem. W fazie Ryb „wcieramy” w siebie niejako wolę innych. Teraz nadchodzi czas, by pokazać swoje „ja”, by to swoje „ja” odnaleźć, by wiedzieć, kim się jest (Baran) i czym należy się kierować (Byk). Budzimy się z wirtualnego świata, w którym tylko wydawało nam się, że „jesteśmy”. W Baranie mamy do czynienia jeszcze nie z wolą tworzenia (Lew), lecz działaniem dla samego działania. „Zróbmy coś!” Nie wiemy jeszcze co, dlatego „rzucamy się” w różnych kierunkach, podejmujemy różnorakie działania, ale też szybko rezygnujemy i reagujemy w określony sposób na zaistniałą sytuację. Kierujemy się równocześnie potrzebą uzyskania stałego, niezmiennego systemu wartości (Byk). Ale nie pojmujemy jeszcze, na czym to polega, i utożsamiamy go z tym, co na razie rozumiemy: ze sobą samym i z tym, czym dysponujemy – z własną wolą. Przy czym należy podkreślić, iż dojrzalsi reprezentanci tej fazy potrafią w trwalszy i bardziej perspektywiczny sposób kierować się wspomnianym wyżej systemem.

Maximus – bohater multioskarowego filmu Ridleya Scotta „Gladiator” funkcjonuje już w pełni w fazie Barana (a przynajmniej ta faza wydaje się być w jego przypadku dominująca), jest zaawansowanym rozwojowo jej przedstawicielem.

Należy jednocześnie zaznaczyć, że zgodność fabuły filmu z rzeczywistością nie ma tu specjalnego znaczenia (według jednego z portali internetowych, film sklasyfikowany został w pierwszej dziesiątce filmów najmniej zgodnych z faktami historycznymi). Prawdziwe wydarzenia nacechowane przejściami planet rzadko mają charakter czystego symbolu zodiakalnego. Ale właśnie literatura, sztuka, film pozwalają na ekstrakcję z prawdziwych historii ich archetypowego szkieletu. Sztuka filmowa silnie związana jest z fazą Ryb, przez co ma w jakimś sensie dostęp do jungowskiej nieświadomości zbiorowej tak czułej na symbole. I dlatego nie należy oburzać się na te zafałszowania, ponieważ tego typu idealizacje ukazują w pełni symboliczne podstawy ludzkiej egzystencji, przynajmniej w jej tak trudno uchwytnym aspekcie psychologicznym, społecznym i kulturowym.

„Gladiator” jest tutaj bardzo dobrą ilustracją działania Dynamicznego Zodiaku. O ile cały film wyraźnie uwydatnia baranny sposób działania głównego bohatera (dziesiątki walk i trupów na arenach Rzymu i jego prowincjach), o tyle można dostrzec w nim także wiele cech charakterystycznych dla archetypu Byka, ale tylko jako systemu wartości, którym ów bohater się kieruje. Już pierwsza scena ujawnia pragnienia Maximusa. Idzie przez pole, lekko muskając dłońmi dojrzałe kłosy zboża. Uśmiecha się do siedzącego na gałęzi ptaka. Później wyraża to słowami. Widać, że pragnie spokoju, powrotu do swojej posiadłości.

- Mój dom leży na wzgórzach nad Truchillo. Zwykłe miejsce. Różowe kamienie wygrzewają się na słońcu. Kuchenny ogród, który pachnie ziołami w dzień, a jaśminem wieczorem. Przez bramę widać olbrzymią topolę. Figi, jabłonie, grusze. Gleba – Marcusie – czarna. Czarna jak włosy mojej żony. Winogrona na południowym stoku, oliwki na północnym. Dzikie źrebaki bawią się w pobliżu. Zaczepiają synka. On chce być jak one.
- Pamiętasz kiedy ostatnio byłeś w domu?
- Dwa lata, 264 dni dzisiaj mija.
- Zazdroszczę ci, Maximusie. Wygląda mi na wspaniały dom. Warto o niego walczyć. ***

[cytat z filmu]

A więc umiłowanie ziemi, przyrody, spokoju, piękna (najlepsze z byczych cech) znalazły wyraz w jednej z najdłuższych wypowiedzi głównego bohatera (w końcu Baran woli czynić niż mówić). Padają tu słowa „rodzina” i „dom”, co wskazuje też na silny wpływ Raka. Jednak Maximus najpierw mówi o tym, co posiada, czyli domu, posiadłości i otaczającej ją przyrodzie. Potem wspomina o poczuciu bezpieczeństwa i o tym, co wydaje się być niezmienne i najgłębiej zakorzenione – rodzinie (wszak Rak jest III sektorem Byka). Tu ciekawostka: podobno ten opis domu jest opisem prawdziwej australijskiej posiadłości Russela Crowe’a, odtwórcy roli tytułowej**. I żeby nie było wątpliwości – Crowe urodził się 7 kwietnia (faza Barana); z pewnością jest już progresywnie w Byku.

Maximus każdą bitwę rozpoczyna od symbolicznego gestu wcierania ziemi w dłonie. Właśnie ziemia jest tym, czego pragnie, czymś, ku czemu dąży; symbolizuje ona cel jego walki. Faza Byka dopiero przed nim, dlatego jeszcze jej nie rozumie – w przeciwnym razie mielibyśmy nie gladiatora lecz farmera. Tak naprawdę jest żołnierzem, dobrym wojownikiem, generałem. Potem na widok wygłodzonych żołnierzy bohater wypowiada pierwsze w filmie słowa: „chudzi i głodni” (Byk), ale to tylko słowa, które komentują sytuację i które pozwalają wnioskować, że bohater to zauważa, ale tylko zauważa… Dalej padają stwierdzenia typowe dla Barana, które nie pozostawiają wątpliwości co do jego powołania:

- Na mój sygnał – wywołaj piekło.*** [cytat z filmu]

I wtedy rozpoczyna się jedna z najbardziej marsowych, ognistych scen we współczesnym kinie. Bitwa z prymitywnymi plemionami (Baranami w początkowej fazie rozwoju, powiedzmy sobie szczerze: mniej inteligentnymi). Ma to być ostatnia bitwa Maximusa i ostatnia bitwa w historii wojen Rzymu, który notabene tradycyjnie przypisywany jest do fazy Barana (legiony, pola marsowe). Dodatkowo scenę tę ilustrują wątki muzyczne zawierające wariacje z „Marsa, zwiastuna wojny”, pochodzące z utworu „Planet” Gustawa Holsta**. Schyłek marsowego Maximusa i schyłek marsowego Rzymu.

- Za trzy tygodnie, będę zbierał żniwa. Wyobraźcie sobie, co wy będziecie robić, i tak się stanie.
(…)
- Jeśli znajdziecie się sami, jadący po zielonych polach ze słońcem palącym w twarz… Nie martwcie się. Jesteście po prostu w Raju. I jesteście martwi.
(…)
- Bracia! Czego dokonujemy w życiu, odzwierciedla się w wieczności.*** [cytat z filmu]

Jako Baran u schyłku fazy (dwadasamsa Ryb) dostrzega on już wyraźnie jej granicę. Większość dialogów jasno pokazuje, czym kieruje się bohater, który mimo wszystko próbuje doprowadzić walkę do końca. Jednak staje się ofiarą owego systemu wartości, gdyż Baran jest XII sektorem Byka, czyli jego Rybami. To tak, jakby za szybko zapragnął wspomnianych wartości. Wydaje się, że miał spełnić prośbę Marka Aureliusza.

- I tym razem dowiodłeś swego męstwa Maximusie. Miejmy nadzieję, że to ostatni raz.
-  Nie ma już z kim walczyć, Panie.
- Zawsze jest z kim walczyć.
- Jak mogę wynagrodzić najlepszego generała Rzymu?
- Pozwól mi wrócić do domu. *** [cytat z filmu]

Cesarz nakazuje mu zawładnąć Rzymem i uczynić Wieczne Miasto republiką. „Zawsze jest z kim walczyć”. Ale o inną walkę chodzi Markowi Aureliuszowi. O bój polityczny, o którym Maximus nie ma pojęcia, gdyż później sam, ze swoją baranną prostotą, gubi się w jego meandrach. Wie, że na tej wojnie w ogóle się nie zna.

- Generale, powrót do koszar? Czy do Rzymu?
- Do domu. Mojej żony, syna, żniw.
- Maximus rolnik. Nadal trudno mi sobie to wyobrazić.
- Kwintusie, łatwiej oczyścić z siebie brud niż krew.
(…)
- A pan, Generale, po czyjej jest stronie? Cesarza czy senatu?
- Żołnierz ma możliwość patrzenia swojemu wrogowi prosto w oczy, Senatorze. ***
[cytat z filmu]


Chciał odmówić, ponieważ jego działania były podwójnie nacechowane fazą Ryb. Z jednej strony chodzi o ostatnią dwadasamsę Barana, po drugie o fakt, iż w końcówce każdej fazy możemy stać się ofiarą systemu wartości (ostatnia dwadasamsa jest nacechowana Rybami), który wyznajemy, stąd wspomniana wcześniej narastająca frustracja przyćmiewa ocenę sytuacji. Ostatnia dwadasamsa wymaga doprowadzenia wszystkich spraw do końca, przy czym nie można w tym przypadku pozwolić sobie na przyśpieszenie biegu wydarzeń. Maximus zgodził się je dokończyć (będąc wiernym żołnierzem), gdyż marzył już (Ryby) o wejściu w fazę Byka. Jako zaawansowany Baran poświęcił się (znowu dwadasamsa Ryb). Wydaje się, iż kluczowym momentem jest moment, w którym przychodzą po niego pretorianie, a służący chce podać mu miecz. Być może to błąd, że nie decyduje się wówczas na walkę. Z kilkoma pretorianami (co udowodnił później) dałby sobie radę bez problemu. Wystarczyłby potem jeden rozkaz, by całe wojsko stanęło za nim i by spełniła się wola Marka Aureliusza. Ale zawahał się. Kommodus odbiera mu następnie żonę, syna i piękną posiadłość. Maximus próbuje uciec się do spisku, lecz nie jest Skorpionem. Sam zostaje zdradzony (wszak XII sektorem Barana są Ryby). Ostatecznie udaje mu się przejść do Byka, ale już w innym świecie.

- To był żołnierz Rzymu*** [cytat z filmu]



*) fragment „Hamleta” w tłumaczeniu Jarosława Iwaszkiewicza

**) informacje o filmie na podstawie:
http://www.filmweb.pl/Gladiator  

***) cytaty z filmu

 

Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowny na:
http://lison.pl/site/archiwum/wp/?cat=6

 

 

na górę  

 

© Bogusław Kałuski   wykonanie: enedue.com